80. rocznica „wpadki” na Karmelickiej

Osiemdziesiąt lat temu, 30 kwietnia 1940 r. w okupowanym przez Niemców Krakowie, doszło do dramatycznych wydarzeń w mieszkaniu w kamienicy znajdującej się przy ul. Karmelickiej 35 w Krakowie.

We wspomnieniach Antoniego Roczmierowskiego („Krzyżackie widmo”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1974, s. 45-46), ocalone dla pamięci przyszłych pokoleń zostały dramatyczne wydarzenia, towarzyszące działalności konspiracyjnej podejmowanej przez autora i jego bliskich.

A. Roczmierowski urodził się 13 sierpnia 1903 r., a zmarł 5 grudnia 1965 r., wiążąc swe życie z Krakowem. Pochowany został na cmentarzu Rakowickim, niedaleko od kaplicy (kwatera: X [Iks], rząd: zachodni, miejsce: po prawej Kaszniców). W konspiracji Antoni Roczmierowski posługiwał się pseudonimem „Stanek”. Podlegał operacyjnie Tadeuszowi Federowiczowi pseudonim „Ran”, który również pozostawił po sobie wydane drukiem wspomnienia („Cena wolności”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975).

Jedną ze często stosowanych form oporu wobec Niemców, był kolportaż nielegalnej prasy niepodległościowej. Wolne od propagandy hitlerowskiej treści były zaciekle tępione przez policję polityczną. W dniu 30 kwietnia 1940 r. około godziny 16 Antoni Roczmierowski przybył do mieszkania w kamienicy przy ul. Karmelickiej 35, aby przygotować sobie świeżo otrzymaną prasę do transportu i dalszej dystrybucji. Gazety zakładano na nogi, a następnie owijano je bandażami. Niestety, niespodziewanie dla Roczmierowskiego i dwóch innych konspiratorów znajdujących się w mieszkaniu, niespodziewanie pojawiło się Gestapo. Zebranych ostrzegła – niestety zbyt późno – 14-letnia córka autora wspomnień. Wszyscy z jego wyjątkiem, zostali pojmani.

Antoni Roczmierowski uciekł przez wyjście kuchenne a następnie przebiegł klatką schodową i bocznym wyjściem na ul. Batorego. Z trudem opanował emocje i starając się zachować spokój i nie wzbudzić podejrzeń przechodniów, zamknął bramę swoim kluczem. Jak gdyby nigdy nic, zachowując zewnętrzny spokój, poszedł w kierunku ulicy Sobieskiego. Naprzeciwko bramy znajdował się posterunek policji, a ulica Sobieskiego zamieszkana była wtedy przez wielu Niemców. Na dodatek z jednej z nogawek prawie wysypały mu się gazety. Przystanął, udając że poprawia wiązanie sznurowadła, aby dolne egzemplarze umieścić w dole buta. Później okazało się, że w czasie ucieczki na klatce schodowej pękły bandaże utrzymujące papiery blisko ciała.

Antoni Roczmierowski udał się następnie na ul. Krowoderską do Państwa Dorynków, aby ostrzec ich o potencjalnym niebezpieczeństwie. Tam też pozbył się „groźnego balastu”. Niestety, nie mógł wrócić do mieszkania, bo Niemcy urządzili tam „kocioł”. Przeczekał ten trudny czas w Świątnikach Górnych, utrzymując kontakty konspiracyjne ze znanymi mu środowiskami podziemnymi Krakowa, poprzez piesze połączenie przez Swoszowice i Kurdwanów, tak aby ominąć, mocno obstawioną przez okupantów, szosę zakopiańską.

Tekst i fotografie: Artur Jachna